Kategorie: Wszystkie | lektury
RSS
wtorek, 26 kwietnia 2011
Zagraj w to jeszcze raz

Gry odegrały chyba największą rolę w naszej domowej edukacji. A zaczęło się od publikacji Edyty Gruszczyk-Kolczyńskiej* - o jej 'Dzięcięcej matematyce' można było niedawno przeczytać na blogu Zorro. Szczęśliwie trafiliśmy do przedszkola pracującego według tej metody, więc w domu dodatkowo tylko sobie graliśmy.

I w zasadzie załatwialiśmy tak każdy temat - naukę literek, powtarzanie słówek, podstawy matematyki. Ciągle zmienialiśmy zasady, więc poszczególne gry i plansze wykorzystywaliśmy wielokrotnie. W sumie żadna chyba nam się jeszcze nie znudziła.

Poniżej kilku naszych ulubieńców:

gry.gry.

"Chińczyki" służyły nam głównie do powtarzania słówek i alfabetu. Dobrze spełniały swoją rolę, choć ostatnio nieco już zapomniane. W pakiecie były zwykle jeszcze rodzynki lub 'coś' - jako motywator :)

gra.gra.

Gra w kości, karty Uno - w ten sposób nauczyliśmy się liczyć. Rzucaliśmy najpierw jedną kostkę, potem dwie, trzy... Karty Uno utrwalają cyfry, ale przede wszystkim uczą 'kombinować'. Świetna gra, choć wygląda bardzo niepozornie.

gra.gry.

Superfarmer z Granny. I ulubiona wersja sześciolatka - ta najmniejsza, kieszonkowa. Towarzyszy nam wszędzie, jest zabierana nawet na dłuższe wyjścia na miasto. Sama co prawda już z lekka się wzdrygam na widok pudełka, ale muszę przyznać, że jest to gra doskonała. Króliki, które jak wiadomo dość szybko się rozmnażają, posłużyły nam ostatnio do wizualizacji tabliczki mnożenia. I nawet to nie zraziło sześciolatka.

Najlepiej opanowane jest mnożenie i dzielenie przez sześć: dwa razy sześć królików to... dwa barany :) Doskonale ćwiczy liczenie w pamięci, szczególnie działania złożone: ile należy mieć królików, aby wymienić je na konia?**

gry.gry.

Na drugim zdjęciu oryginalna gra Karola Borsuka z 1943 roku***, pierwowzór Superfarmera.

Domino - jest fajne same w sobie, ale trochę też pomaga w liczeniu pamięciowym. Układaliśmy zbiory po 10, 15, 20 kropek. Sporo kombinacji udało się zapamiętać: 5 + 6 to 11, a sumę 20 można stworzyć na bardzo różne sposoby.

gry.gry.

Formuła 1 - ostatnio jest chyba najczęściej w użyciu. Wczorajsze, wymyślone wspólnymi siłami zasady gry, brzmiały tak:

- rzut dwiema kostkami,

- po dodaniu oczek sprawdzamy czy suma jest liczbą parzystą czy nie;

- jeśli parzystą - sumę dzielimy przez dwa i dostajemy 'tyle' żetonów;

- wygrywa Król Żetonów, a nie pierwszy samochód na mecie :)

Mam wrażenie, że w wersji papierowej byłoby to dość trudne do zrobienia, a w trakcie gry rozwiązywało się mimochodem i bez krzywienia.

gry.gry.
 

Warto poeksperymentować. Gra się o wiele przyjemniej, niż ślęczy nad zeszytami ćwiczeń - choć przyznaję, mam świadomość, że sześciolatek nie za bardzo potrafi pracować z jakąkolwiek formą podręczników. W dużym stopniu jest to niestety moja zasługa, a przed nami pierwsza klasa... i mały stres.

Wychodzi więc na to, że oprócz gier, niektóre zeszyty ćwiczeń też są warte uwagi :)

 

..

* Z literatury, oprócz 'Dziecięcej matematyki', polecam również 'Jak nauczyć dzieci sztuki konstruowania gier' E. Gruszczyk-Kolczyńskiej. Inspiracją w tworzeniu gier mogą być również ksiażki M. L. Winninger - 'Wprowadzenie do nauki czytania - litery i dźwięki' oraz 'Zabawy matematyczne i logiczne w przedszkolu', choć tu akurat miałam mieszane odczucia.

** Jeżeli 1 baran = 6 królików; 1 świnia = 2 barany; 1 krowa = 3 świnie; 1 koń = 2 krowy... to za ile królików dostaniemy konia?

*** Zdjęcie 'Hodowli zwierzątek' K. Borsuka pochodzi z albumu 'Ale zabawki' - towarzyszył wystawie w Muzeum Narodowym w Warszawie (Bosz, 2008).


 

02:59, mala_forma , lektury
Link Komentarze (12) »
czwartek, 21 kwietnia 2011
Świąteczne...

 drzewko :)

drzewko


 

23:45, mala_forma , lektury
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
Dixie

'Agnieszka Osiecka dzieciom' towarzyszy mi mniej więcej od listopada. Jest książką, do której w tym czasie chyba najczęściej wracałam. Nie wszystkie zebrane tutaj historie zaadresowane są do najmłodszych, ale kiedy pewnego dnia przysiadł się do mnie sześciolatek, aby zerknąć o czym czytam - nie protestowałam. Przeczytaliśmy 'Dixie'.

Agnieszka Osiecka dzieciom.Agnieszka Osiecka dzieciom

Opowieść o podróży niepozornym, czerwonym samochodem napisana jest w 'tym' charakterystycznym stylu. Byłam bardzo ciekawa jak kilkulatek poradzi sobie z WpółdopiątakiemLatającym/Dziwacznym/Upiornym Kelnerem, Subiektywniakiem, bo sam gadający samochód raczej już go nie zaskoczył. W trakcie lektury, jak się okazało, dziecku nawet nie drgnęła powieka, a definicja trudnych subiektywno-obiektywnych pojęć bez problemu i zdziwienia lokowała się w małej głowie. Jedynie wieś Łatwizna wywołała większe poruszenie - bo podobno fajnie by było kiedyś tam pojechać.

Osobnym rozdziałem są świetne ilustracje - Elżbieta Wasiuczyńska i Agnieszka Osiecka stworzyły tu duet doskonały. Lekko psychodeliczne smaczki zostały tak precyzyjnie dopracowane, że powstała nierozłączna, spójna całość. Zresztą bardzo ciekawie o pracy nad książką opowiadają Agata Passent - córka autorki oraz sama ilustratorka (wywiady w linkach).

Muszę przyznać, że z dużą przyjemnością czytałam Osiecką z sześciolatkiem przy boku. Nie przypuszczałam, że będzie to możliwe. Na koniec przypomniałam sobie o  filmie i dziecko do końca przepadło. Przed nami kolejne utwory - 'Ptakowiec', 'Szczególnie małe sny', ale czekam na właściwy moment.

Szkoda, że wydawnictwo nie zdecydowało się na bardziej zaangażowaną promocję książki, choć wydana została w jubileuszowej, nie wiem czy udanej serii. Przez długi czas było o niej cicho, ale w końcu tytuł wyraźniej zaistniał w księgarniach. Z tego co obserwuję, nie tylko w księgarniach.

Znakomita książka.

 

 

Agnieszka Osiecka dzieciom
Il. Elżbieta Wasiuczyńska
Nasza Księgarnia, 2010
 

Jak już się wpadnie w nurt wspomnieniowy Agnieszki Osieckiej, trudno się z niego wydostać, dlatego dla odmiany polecam 'Czytadła' - świetne felietony oraz doskonała żonglerka językowa.


 

23:58, mala_forma , lektury
Link Komentarze (2) »
sobota, 16 kwietnia 2011
Emów

Miejsce gdzieś na Mazowszu. To tam znaduje się pewien blisko stuletni dom, bohater opowieści. Pięknie pokazana historia - o jego mieszkańcach, barwach, rytuałach, zapachach i wielu ulotnych chwilach. Słowo 'dom' nabiera tu głębszego znaczenia.

Impresje malarskie i fotograficzne dwóch artystek. Książka w letnim klimacie. Polecam, warto do niej zajrzeć w księgarni. Niewielki fragment można zobaczyć tutaj.

Emów.Emów.Emów.

I jeszcze inne ilustracje Weroniki Naszarkowskiej-Multanowskiej - wśród nich nagrodzony 'Kot', Książka Roku 2007 w konkursie organizowanym przez IBBY.

 


Emów od świtu do świtu
Tekst i ilustracje: Weronika Naszarkowska-Multanowska
Zdjęcia: Grażka Lange i Klara Naszarkowska
Dwie Siostry, 2010


 

15:05, mala_forma , lektury
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 kwietnia 2011
Ela-Sanela

Nawet gdyby książka nie otrzymała nagrody w II Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren i nie było o niej tak głośno i tak pewnie wpadłaby mi w ręcę. Ola Cieślak ubrała ją w niezwykle udaną okładkę. I jeszcze samo rozpoczęcie historii...

Ela-Sanela

'Drzwi otworzyły się cicho. Nie zaskrzypiały zawiasami ani nie zgrzytnęły klamką, tylko łagodnie uchyliły się przed wchodzącą dziewczynką. Jeszcze przed chwilą stała, zastanawiając się, czy da radę je pchnąć, a może pociągnąć - nigdy nie wiadomo, w którą stronę się otwierają obce drzwi. Zwłaszcza te, które zawsze wyglądają na zupełnie zamknięte. Może rozmyślałaby dłużej, patrząc na łuszczace się wokół dziurki od klucza płatki farby, gdyby nie czyjeś kroki pośpiesznie nadciągające zza rogu.

- Wchodzisz? - zapytała jasnowłosa dziewczynka w czerwonym berecie, która pojawiła się w tym nieodpowiednim momencie.

"No oczywiście, ktoś musiał zobaczyć, jak stoję tu i gapię się na te drzwi jak ciele na malowane wrota" - pomyślała Ela z rezygnacją. Ociągając się, weszła za zdyszaną nieznajomą, która nie czekając na odpowiedź, natychmiast zniknęła w środku'.

Fragment zabrzmiał niezwykle znajomo, a było to tak... ze dwadzieścia lat temu. Jedna tylko wiem, ile razy (tak samo cielęcym wzrokiem) wpatrywałam się w podobnie zamknięte drzwi. Niezdecydowana, nieśmiała, z przekonaniem, że każdy inny lepiej je otworzy niż ja. Niestety, do wielu miejsc nie odważyłam się wejść - zabrakło w pobliżu jasnowłosej dziewczynki w berecie ;)

Główna bohaterka Ela, a raczej Sanela, urodziła się w w Sarajewie. Na skutek zawirowań wojennych - o których wspomina się tutaj dość delikatnie - zostaje rozdzielona ze swoją rodziną. Wraz z uchodźcami z Bośni trafia do Polski i tu adoptuje ją nowa Babcia. Ela, choć niezwykle związana ze swoim drugim domem, otwarcie zadaje pytania o własną tożsamość. Babcia niczego nie ukrywa przed dziewczyną, ale dawkuje informacje w takich proporcjach, aby nastolatki nie przytłoczyć.

Podobała mi się otwartość w relacjach bohaterów. Brak tabu nawet w tak kruchej materii jak pytanie dorastajacej dziewczyny: 'kim jestem'. Poza tym poznajemy codzienne życie mocno uporządkowanej nastolatki. Mam wrażenie, że zabrakło tu lekkiego zawirowania - relacje były niemal bezkonfliktowe, idealne. Z drugiej strony nie znam żadnej dwunastolatki i być może tak właśnie układa się życie w mniejszych społecznościach. Tego nie wiem.

Książka urzeka klimatem - powolne wprowadzenie, leniwe tempo akcji, sama zresztą równie niespiesznie czytałam lekturę. W ostatniej części nastąpiło nagłe przyspieszenie. Chętnie przeczytałabym dłuższe zakończenie.

Ela-Sanela jest pierwszą książką Katarzyny Pranić. Autorka, dawniej związana z Sarajewem, obecnie prowadzi warsztaty literackie i teatralne w Młodzieżowym Domu Kultury w niewielkiej miejscowości. Można odnieść wrażenie, że bałkańskie migawki, wątek teatralny oraz wielokrotne nawiązania do Małego Księcia* są tym, co bliskie nie tylko tytułowej Eli, ale również autorce. Bardzo udany debiut.

 
Ela-Sanela
Katarzyna Pranić
Stentor, 2011

* Jestem ciekawa ile nastoletnich czytelniczek po lekturze Eli-Saneli sięgnie po Małego Księcia. Ja co prawda zrobiłam to automatycznie, ale jak już wspominałam, nie jestem nastolatką ;)


 

08:18, mala_forma , lektury
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2