|
Blog > Komentarze do wpisu
Zagraj w to jeszcze raz
Gry odegrały chyba największą rolę w naszej domowej edukacji. A zaczęło się od publikacji Edyty Gruszczyk-Kolczyńskiej* - o jej 'Dzięcięcej matematyce' można było niedawno przeczytać na blogu Zorro. Szczęśliwie trafiliśmy do przedszkola pracującego według tej metody, więc w domu dodatkowo tylko sobie graliśmy. I w zasadzie załatwialiśmy tak każdy temat - naukę literek, powtarzanie słówek, podstawy matematyki. Ciągle zmienialiśmy zasady, więc poszczególne gry i plansze wykorzystywaliśmy wielokrotnie. W sumie żadna chyba nam się jeszcze nie znudziła. Poniżej kilku naszych ulubieńców:
"Chińczyki" służyły nam głównie do powtarzania słówek i alfabetu. Dobrze spełniały swoją rolę, choć ostatnio nieco już zapomniane. W pakiecie były zwykle jeszcze rodzynki lub 'coś' - jako motywator :)
Gra w kości, karty Uno - w ten sposób nauczyliśmy się liczyć. Rzucaliśmy najpierw jedną kostkę, potem dwie, trzy... Karty Uno utrwalają cyfry, ale przede wszystkim uczą 'kombinować'. Świetna gra, choć wygląda bardzo niepozornie.
Superfarmer z Granny. I ulubiona wersja sześciolatka - ta najmniejsza, kieszonkowa. Towarzyszy nam wszędzie, jest zabierana nawet na dłuższe wyjścia na miasto. Sama co prawda już z lekka się wzdrygam na widok pudełka, ale muszę przyznać, że jest to gra doskonała. Króliki, które jak wiadomo dość szybko się rozmnażają, posłużyły nam ostatnio do wizualizacji tabliczki mnożenia. I nawet to nie zraziło sześciolatka. Najlepiej opanowane jest mnożenie i dzielenie przez sześć: dwa razy sześć królików to... dwa barany :) Doskonale ćwiczy liczenie w pamięci, szczególnie działania złożone: ile należy mieć królików, aby wymienić je na konia?**
Na drugim zdjęciu oryginalna gra Karola Borsuka z 1943 roku***, pierwowzór Superfarmera. Domino - jest fajne same w sobie, ale trochę też pomaga w liczeniu pamięciowym. Układaliśmy zbiory po 10, 15, 20 kropek. Sporo kombinacji udało się zapamiętać: 5 + 6 to 11, a sumę 20 można stworzyć na bardzo różne sposoby.
Formuła 1 - ostatnio jest chyba najczęściej w użyciu. Wczorajsze, wymyślone wspólnymi siłami zasady gry, brzmiały tak: - rzut dwiema kostkami, - po dodaniu oczek sprawdzamy czy suma jest liczbą parzystą czy nie; - jeśli parzystą - sumę dzielimy przez dwa i dostajemy 'tyle' żetonów; - wygrywa Król Żetonów, a nie pierwszy samochód na mecie :) Mam wrażenie, że w wersji papierowej byłoby to dość trudne do zrobienia, a w trakcie gry rozwiązywało się mimochodem i bez krzywienia. . .
Warto poeksperymentować. Gra się o wiele przyjemniej, niż ślęczy nad zeszytami ćwiczeń - choć przyznaję, mam świadomość, że sześciolatek nie za bardzo potrafi pracować z jakąkolwiek formą podręczników. W dużym stopniu jest to niestety moja zasługa, a przed nami pierwsza klasa... i mały stres. Wychodzi więc na to, że oprócz gier, niektóre zeszyty ćwiczeń też są warte uwagi :)
.. * Z literatury, oprócz 'Dziecięcej matematyki', polecam również 'Jak nauczyć dzieci sztuki konstruowania gier' E. Gruszczyk-Kolczyńskiej. Inspiracją w tworzeniu gier mogą być również ksiażki M. L. Winninger - 'Wprowadzenie do nauki czytania - litery i dźwięki' oraz 'Zabawy matematyczne i logiczne w przedszkolu', choć tu akurat miałam mieszane odczucia. ** Jeżeli 1 baran = 6 królików; 1 świnia = 2 barany; 1 krowa = 3 świnie; 1 koń = 2 krowy... to za ile królików dostaniemy konia? *** Zdjęcie 'Hodowli zwierzątek' K. Borsuka pochodzi z albumu 'Ale zabawki' - towarzyszył wystawie w Muzeum Narodowym w Warszawie (Bosz, 2008).
wtorek, 26 kwietnia 2011, mala_forma
Komentarze
2011/04/26 14:05:58
Prawdę mówiąc nie wiem jakie w Formule 1 są zasady. A. zawsze coś wymyślał i nim zdążyliśmy się wgryźć, instrukcja zaginęła.
2011/04/26 23:40:37
Może w tym sęk. Gdybym nie przeczytała instrukcji, po prostu byśmy coś wymyślili, a tak...
2011/04/27 00:54:52
Z grami jest chyba tak - albo się ją pokocha, albo nie. Akurat Formuła na początku była u nas planszą do układania, grać zaczęliśmy później. Muszę poszukać tej instrukcji, bo teraz sama jestem ciekawa prawidłowych zasad :)
Ostatnio nasze najulubieńsze gry, to jednak różne przestrzenne (o nich nie wspominam ;) 2011/04/29 11:23:21
Bardzo kreatywnie! ;-)
W karty Uno graliśmy już z 2-3 latką. Dostała od cioci takie fajne Uno Junior. Ja raczej uniakam gier losowych - doprowadzają mnie do szału. U nas odkąd pamiętam królują logiczne, choć ostatnio coraz częściej grywamy w wiedzowe (kiedyś Eureko, a teraz Trivial zdominował świąteczne spotkanie rodzinne). Jednak od roku najwyżej w rankingu jest Dixit - który trudno zakwalifikować to jakiegoś konkretnego typu. A jest cudowny... 2011/05/05 09:40:50
Dzięki Gopio ;) 'Wiedzowe' - jak je nazywasz, jeszcze nie bardzo u nas chwytają, ale Dixit wygląda baaaaaaaardzo interesująco. Chyba spróbujemy na Dzień Dziecka. O grach chętnie jeszcze 'posłucham', gdybyś się chciała podzielić pozostałymi Waszymi hitami ;)
2011/05/07 10:31:56
W Dixit grywamy w gronie dorosłych zarywając całe nocki. Ostatnio graliśmy w większym składzie (4 dorosłych i 4 dzieci - 6-8-12-14 l.) - i wszyscy byli oczarowani.
A nasze nieśmiertelne hity to Mastermind, Blokus i Rummy (Rummikub). Dla starszych Cluedo. Z innych lubimy jeszcze Szalone czoło, Hej to moja ryba i Wilki i owce. Jakbyś szukała inspiracji, to polecam Ci stronę www.rebel.pl - można dostać zawrotów głowy od ilości możliwości ;-) 2011/05/08 01:47:18
Wilki i owce z milion razy wrzucałam do koszyka, ale jakoś zawsze z niego wyłaziły. Blokus też jest naszym hitem (nie moim, ja już mam dość). Generalnie królują wymalowane samochodowe ściganki i zręcznościowo-przestrzenne, więc odmiana jest konieczna. Dzięki za 'typy' ;)
2011/05/18 12:28:44
Superfarmer był naszą pierwszą gra planszową, ulubioną. Potem pojawiłiła się Dżungla, Abalone i sukcesywnie kolejne. Bakcyl połknięty. :-)
2011/05/18 17:48:09
Superfarmera kilkulatki bardzo lubią - przy odrobinie szczęścia można elegancko ograć 'kombinujących' dorosłych :)
2011/05/18 20:48:23
A znacie "Polowanie na Robale"? Na targach zaznajomiliśmy się z Robalami na stoisku Egmontu i bardzo nam się spodobały. Niby gra w kości, ale trzeba trochę pokombinować, do tego trochę liczenia i ryzyka. Dzieci bardzo chciały nabyć, ale cena (jak to z grami bywa) trochę wysoka. A że gra prościutka w wykonaniu, bez planszy, zrobiłam więc dzieciom sama takie Robale. Jakbyś chciała, to mogę Ci wysłać szablon ;-)
Teoretycznie jest +8, ale Maja nas już parę razy ograła. 2011/05/19 20:20:38
O! Robali nie znamy. Wyglądają bardzo fajnie. Będziemy wdzięczni, jeśli zechcecie podzielić się swoim szablonem. Prosimy ;)
|
|
Widzę tu także grę Formuła 1, którą zakupiłam z racji rodzinnych fascynacji, ale nigdy nie została naszą ulubioną. Chyba muszę się wgryźć ponownie.